Jestem miłym facetem ale czasem bywam rozkapryszoną kurwą... Czyli Gej Polski w natarciu
środa, 16 maja 2012
Yes I do!

poniedziałek, 14 maja 2012
Perfect world...

Świat się kręci. Mój świat. Raz wolniej, jak przez ostatnie 2, 3 dni, raz szybciej, jak kręcił się będzie przez następnych kilka. Na wszystko jest mało czasu. W czerwcu kolejny konkurs, trzeba przygotować ofertę, wszystko rozpisać, profesjonalnie obliczyć, wysłać i modlić się, że przejdzie.

Pomysł ewoluuje, ale na plus. Im więcej o nim rozmawiamy, tym pojawia się więcej szczegółów, fajnych rzeczy, które będą smaczkiem tego miejsca. Czasem myślę, że minąłem się z powołaniem i od początku powinienem był pójść w tę stronę. I chociaż dni wcale nie są wesołe, ani lekkie, perspektywa tego, że to wszystko może wypalić, że to miejsce powstanie, dodaje mi sił i daje coś na kształt nadziei. 

Czuję narastające zmęczenie życiem, więc ta inicjatywa pojawiła się w odpowiednim momencie. Zmęczony życiem, zmęczony ludźmi. Wszyscy wypruli gdzieś do przodu, a ja już nie daję rady ich gonić. Każdy ma o coś pretensje, każdy nagle czegoś się po mnie nie spodziewał, każdy jest rozczarowany... Ja też. Samym sobą, nimi, rzeczywistością. Nie wiem jak odzyskać przyjaciół, nie wiem jak odzyskać wiarę w szczęście u boku drugiej osoby, nie wiem jak się przełamać i w reszcie się zaangażować, nie wiem jak sprawić, by stać się ważny dla tych, którzy są ważni dla mnie. Cała ta niewiedza mnie męczy, złości, wkurza, wkurwia? Nie wiem... Jestem zmęczony. Chciałbym wyjechać, uciec. Do Kapadocji, a choćby i na Mazury pod namiot, bądź na głupią działkę pod miastem. Uciec nie przed tym wszystkim, ale żeby to wszystko móc zacząć krok po kroku naprawiać. 

Czuję, że w idealnym świecie moich bliskich nie ma już dla mnie miejsca. 


czwartek, 10 maja 2012
Bad day...

To nie był dobry wieczór... Dobranoc.

środa, 09 maja 2012
Lepsze życie...

Obserwacja świata dostarcza wiele, wiele rozrywki. Jak z porządnych, zaryzykuję - inteligentnych ludzi robią się pospolite kurwy, jak ginie gdzieś w oparach moralność, etyka, szacunek do samego siebie i innych. Jak dowolnie żongluje się ważnymi pojęciami, fundamentalnymi, tymi, które odróżniają nas od małp czy pantofelków. Zauważyłem, że zdecydowana większość ludzi żyjących obok mnie - nie tylko w świecie realnym, ale przede wszystkim wirtualnym, je byle co, myśli byle co, byle co mówi, byle co robi. Ludzie BYLE CO zazwyczaj spędzają czas byle gdzie, byle można byle co zaruchać, z byle kim się umawiają, z byle czym się utożsamiają, ważne, że z czymś. I nagle okazuje się, że świat pełen jest idiotów, dla których pojęcie sensu nie istnieję. Czy to straszne? Tak, bardzo. Bo ludzi BYLE CO jest o wiele więcej w dzisiejszych czasach, niż kiedyś. 

A ja się brzydzę takich ludzi. Nie szanuję. Odi profanum vulgus et arceo. Ostatnio chodzi mi po głowie pomysł pokasowania profili, powywalania ludzi z facebooka, dobrze, że przynajmniej powoli udaje mi się zmieniać towarzystwo. Ludzi bezwartościowych wymieniam na MYŚLĄCYCH. Bezwartościowy brzmi dość okrutnie, owszem, ale mam dość ludzi grzejących się w jednym tylko bagienku, dla których reszta świata nie istnieje.

Ostatnio rozmawialiśmy ze znajomymi o moralności. Etyce. Co jest dobre, co złe. O dziwo, moralność nie ma nic wspólnego z religią, chociaż... to właśnie ona (każda, jakby nie patrzeć) moralność ułożyła w spólny zasad praw. Nadała imię temu co złe, a temu co dobre. Jak się ma nasze życie do moralności? Ciężko powiedzieć. Peter Singer, jeden z współczesnych etyków, ładnie przestawił dzisiejszą moralność w opowiastce o dziecku w stawie. Dziecko płacze, może się utopić, w pobliżu nikogo nie ma, tylko Ty. Akurat masz na sobie drogie ubranie. I co robisz? Wszyscy odpowiadają, że ubranie jest nieważne, trzeba ratować życie dziecka. I tu wychodzi straszna hipokryzja i podwójna moralność ludzi. Ludzi, którzy zamiast wspomagać organizacje budujące studnie w Afryce, wysyłające milionom chorych i głodujących jedzenie i lekarstwa, idą do sklepu i wydają kolejne setki, tysiące na swoje próżne potrzeby.

Podobnie rzecz ma się trochę z wegetarianami, jedzącymi soję. Owszem, zabijanie zwierząt jest złe. Jako istoty czujące i myślące nie mamy prawa odbierać takimże życia. Tylko, że ludzie potrzebują mięsa. Jedzą je od samego początku swojego istnienia. Jasne, można zostać wegetarianinem, tylko jakie to będzie miało konsekwencje później, za parę pokoleń? Nie wiemy. A możemy skazać nasze przyszłe pokolenia na ciężkie choroby genetyczne, wrodzone wady kości, serca, mięśni. Niestety - białka zwierzęcego nie da się zastąpić w 100%. Wegetarianie powołują się na soję. Zbawienna soja. 97% wszystkich nasion soi na świecie jest genetycznie modyfikowana. Pod jej uprawę wycina się rocznie setki tysięcy hektarów lasów tropikalnych rocznie. Unicestwiając w ten sposób kilkanaście zagrożonych gatunków, niszcząc bezpowrotnie ważne ekosystemy, przyczyniając się do globalnego ocieplenia. Wszyscy pro-eko wegetarianie powinni się 2 razy zastanowić zanim zastąpią kotleta schabowego na sojowy, bo, niestety, czasem trzeba wybrać mniejsze zło.

Najzabawniejsza moralność dotyczy ludzi z tzw. mniejszości seksualnych. Idea domagania się szacunku od ludzi, do których nie ma się szacunku, jest niezwykle zabawna. Albo domaganie się tolerancji, samemu będąc ksenofobem, myślącym stereotypami bubkiem. 

A tak na marginesie mam powoli dość gejów, ciotodram i kolejnych dupków, którzy sami nie wiedzą czego chcą. Pomyśleć, że wystarczyłoby się po prostu spotkać i poznać, ale nie, zawsze trzeba robić miliard problemów i wymyślać przeszkody z dupy. Powoli mam dość.

czwartek, 26 kwietnia 2012
Muscle museum...

Spróbować coś napisać, coś sensownego... Od jakiegoś czasu wolałem wrzucać linki (nie bez znaczenia!), a nawet pokusiłem się przetłumaczenie tekstu jednej z moich ulubionych piosenek ostatnich miesięcy. Z resztą takie tłumaczenie pozwala na o wiele dokładniejsze wejście w uczucia autora. Z resztą blah blah blah. Po prostu mnie to uspokaja.

Ale pisać też nie ma co. Żyje się. 3 tygodnie minęły szybko. Zawitało trochę osób, spędziłem miło kilka dni. Żałuję, że nie było tu Marcina, ale chyba powinienem się pogodzić z tym, że coraz nam do siebie dalej niż bliżej, chociaż miało już być inaczej. Ale poznałem wreszcie osobiście 2 absolutnie fantastycznych wrocławskich Niedźwiedzi, więc bilans i tak na plus. 

Praca... z pracą kicha, jak to zwykle. Dlatego zrodził się pewien bardzo intrygujący pomysł, który planujemy wprowadzić w życie. Jeśli pomysł wypali, to być może za parę miesięcy będę pracował w jednym z ciekawszych miejsc na kulturalnej mapie Łodzi. Współpracownicy mile widziani, stąd skorzystam z okazji i: osoby bezrobotne z Łodzi, najlepiej młode, kreatywne, które chciały by 'robić w kulturze', proszone są o kontakt. To tyle prywaty. 

Czyli jednym słowem się kręci. Nie jest dobrze, nie jest źle. Nie powinienem narzekać, chociaż nienawidzę kiedy jest... letnio. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 258



statystyka