Jestem miłym facetem ale czasem bywam rozkapryszoną kurwą... Czyli co temu Misiu siedzi w głowie.
niedziela, 27 lipca 2014
The Golden Age.

Yoann Lemoine oficjalnie ogłosił, że znika na jakiś czas, rusza w poszukiwaniu siebie, w poszukiwaniu inspiracji, chce wrócić do kręcenia teledysków, tworzenia ścieżek dźwiękowych i poszukiwania innych form ekspresji. Zmienia wizerunek, zgolił tę jakże charakterystyczną brodę... Tym samym definitywnie zamyka etap związany z "The Golden Age". 

Nie będę się silił na opisywanie jak ta płyta jest dla mnie ważna, jak zmieniła moje życie, jak wpłynęła na to jak widzę świat. Dość wiedzieć, że zasypiam przy niej niemal co noc. Yoann stworzył niespodziewaną rewolucję - w muzyce, estetyce, kulturze masowej. Jego muzyka, głos, teledyski, które sam reżyserował i do których pisał scenariusze... Wszystko to tworzyło całość, która postawiła poprzeczkę na poziomie wcześniej nieosiągalnym, co czyni The Golden Age być może najkompetentniejszym i estetycznie najpiękniejszym koncept albumem naszych czasów, jeśli nie w ogóle w historii muzyki.

Chciałbym mieć jego odwagę i siłę. Chciałbym spokojnie zamknąć jeden etap swojego życia i z czystą kartką zacząć nowy. A jednak wciąż coś ciągnie mnie w dół i nie pozwala się uwolnić, zacząć od nowa. Przez lata wytworzyłem specyficzną umiejętność przywoływania jedynie złych i smutnych wspomnień, a kiedy wreszcie pojawiają się te dobre, zaraz za nimi kroczy nostalgia i melancholia, które momentalnie pogrążają mnie w smutku. Czy można wyczyścić pamięć? Czy można zacząć zupełnie od nowa? A jeśli tak, to jaki jest klucz do sukcesu?

Niedługo minie 8 tygodni, od kiedy siedzę w domu. Po takim czasie człowiek ma już dość i gdyby nie odwiedziny znajomych od czasu do czasu, dawno już bym zwariował. Widok po zdjęciu gipsu był okropny. Na szczęście opuchlizna powoli schodzi, blizny jaśnieją. Pozostał mi co prawda jeszcze jeden szew, o którym najwidoczniej pielęgniarka zapomniała, ale zostanie przynajmniej do wrześnie, kiedy wysyłają mnie na kolejną operację, tym razem wyjęcia śrub z kostki.A w międzyczasie czeka mnie rehabilitacja i wizyta mamy i Huberta w drugiej połowie sierpnia. Tylko co mi po niej, jak ledwo będę mógł chodzić? Ważne, że ich zobaczę, bo zdecydowanie za długo minęło od ostatniego razu. A, biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich kilku tygodni - to jedyna rodzina jaką mam i na jaką mogę liczyć. 


sobota, 14 czerwca 2014
Why so gipsy?

W życiu czasem bywa tak, że kiedy wychodzi się na prostą, zły i chujowy los próbuje się o Ciebie upomnieć. Tak też było tym razem. W efekcie do połowy lipca zmuszony jestem nosić gips, przez miesiąc nie wolno mi stanąć na operowanej nodze (na szczęście z miesiąca zostały już tylko 2 tygodnie), a jeszcze przez 4 tygodnie muszę sobie sam zastrzyki robić. I tak właśnie przed nosem przeminęły mi Juwenalia, rozpoczęty wczoraj Orange Warsaw Festival, na który musiałem oddać zaproszenia, tak samo minie pewnie Opener, chociaż o chętnych na bilet nie będzie ciężko. 

I o dziwo jakoś mi nie żal. O dziwo mi nie szkoda. Chyba wreszcie udało mi się wbić do głowy pewną prawdę, która od dawna przemykała gdzieś niepostrzeżenie przez życie, ale nigdy nie potrafiłem, albo nie chciałem się z nią zmierzyć. "Nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło". Od zawsze dostrzegałem tylko to złe co się dzieje i nigdy nie starczało mi cierpliwości na dojrzenie dobrych owoców, które nawet to złe przynosi. A teraz? Teraz czekam na dobre. Nie, nawet nie muszę czekać, bo dobre wreszcie zaczyna się dziać. I zamiast patrzeć bez nadziei w kolejne dni, budzę się codziennie z myślą, że wszystko się ułoży. A może układa właśnie w tej chwili?

środa, 14 maja 2014
Była sobie grupa na fejsie.

Grupa zrzeszająca ludzi o zbliżonym wyglądzie, podobnym guście, chociaż wielu zainteresowaniach, różnego pochodzenia, z różnych miejsc Polski, znających się mniej lub bardziej, ale znających się. Zawsze można było z kimś porozmawiać, wymienić opinie, pożartować, powspominać wspólne spotkania. I tak sobie ta grupa istniała, zdobywając coraz większą grupę sympatyków. Aż w końcu doszło do tego, że zaczęli dołączać do niej ludzie niemal przypadkowi, których prawie nikt nie zna, jeszcze mniej osób widziało na oczy. 

Administracja uczyniła z grupy swój prywatny harem, do którego dodaje osoby, które jak otwarcie przyznaje, nawet nie lubią miśków, ale za to "są fajne". Nagle zaczęli się po owej grupie panoszyć ludzie nikomu nie znani, małolaty, pół-mózgi bez znajomości podstawowych zasad ortografii, czy królowie instagramu.Powstało jedno wielkie kółko wzajemnego lizania sobie dup i zdobywania fanów przed wyborami, bo przecież wiadomo, że wygrywa ten, kto przelizał się z większą liczbą osób, albo dał się częściej macać po klacie, a nie ten, kto naprawdę zasłużył na tytuł. 

A czemu o tym piszę? Bo ludzie, którzy byli w tej grupie niemalże od początku, budowali tę społeczność, teraz zaczynają z niej odchodzić, bo mają dość czytania bzdur i patrzenia na żałujący social rimming. Padła propozycja dla chętnych w sprawie tworzenia nowej strony Stowarzyszenia. Cóż, mnie nie odpowiedziano nawet słowem, gdy zapytałem o szczegóły. Widocznie propozycja skierowana była wyłącznie dla kółka wzajemnej adoracji. 

Nic zatem dziwnego, że coraz więcej osób myśli o utworzeniu alternatywnej organizacji, która będzie trzymać się z dala od tego pierdolnika za przeproszeniem. 

Szkoda.

poniedziałek, 05 maja 2014
Życie minimum.

Czytałem o człowieku, który wszystko co ma, poza rowerem, samochodem i szczudłami, może spakować do turystycznego plecaka. Zacząłem się zastanawiać czy ja bym tak umiał. Czy potrafiłbym pozbyć się wszystkiego zbędnego, zagracającego mój pokój i życie. Omnia mea mecum porto?

Spróbowałem dziś i... to ciężkie zadanie. Nawet przy tak prostych miejscach jak szafa. I chociaż połowa jej zawartości zniknęła i nagle zrobiło się pełno miejsca, wciąż jest tych rzeczy za dużo. Czy ma to jakiś wymiar psychologiczny? Na pewno tak - można pozbyć się przedmiotów obciążonych złymi wspomnieniami, albo wspomnieniami w ogóle, które niepotrzebnie zajmują miejsce w głowie. Symbole dawnych klęsk, minionych miłości, utraconego na zawsze szczęścia i zagubionej dziecięcej naiwności. Nic dziwnego, że ów człowiek był tak szczęśliwy - miał otwarty, czysty umysł i to co najistotniejsze i najbardziej warte zapamiętania nosił w sobie.

Chciałbym nauczyć się tak żyć, aby mniej myśleć, mniej rozpamiętywać, mniej się przejmować, mniej mieć, mniej być. Może wtedy przyjdzie szczęście. 

 

Historia z Michem chyba dobiegła końca. I to już nie chodzi o to, że nie mamy czasu (to znaczy on nie ma) się spotkać i porozmawiać jak ludzie. Chodzi o takie głupie drobiazgi jak odpisanie na smsa, na wiadomość na fb, czy odebranie telefonu... Czy cokolwiek, co świadczyłoby, że w ogóle coś nas łączy. Coś więcej, niż wspólne picie raz na ruski rok. Może kogoś ma? Może zwyczajnie nie ma ochoty więcej utrzymywać ze mną kontaktu? Może. Ale wystarczyłoby gdyby to po prostu powiedział... To akurat ten minimalizm, który strasznie mi ni na rękę.

środa, 23 kwietnia 2014
There Is Only No Meaning

Znaleziono Drugą Ziemię. Skalistą planetę z wodą w stanie ciekłym i atmosferą wystarczającą, aby zaistniało na niej życie. Nagle okazało się, że być może wcale nie jesteśmy tak wyjątkowi jak nam się wydawało. 

Święta minęły nadzwyczaj spokojnie. Odwiedziny Huberta co prawda zburzyły nieco plany totalnego spokoju i ciszy, ale chyba nie ma tego złego. Miałem okazję przynajmniej przejechać się do Warszawy i spędzić tam kilka godzin, pokazując Młodemu miasto. I wróciła tęsknota do tych miejsc, placów, ulic, jazdy metrem do pracy i wieczornych wypadów do Chwili, nad Wisłę, albo do Pawilonów. A z drugiej strony, znów patrząc z perspektywy osoby trzeciej, uświadomiłem sobie jaki panuje tam chaos, jaki pęd, jaki ogłupiający pośpiech. Na szczęście wszystko to niknie na 30-tym piętrze Pałacu Kultury i jedyne co widać to zieleń Bielan, Wisłę, Mosty i niekończący się horyzont. I wtedy zaczyna człowiek myśleć: czy popełnił błąd, wyjeżdżając, czy była szansa, czy mogło się jeszcze wszystko ułożyć. A może by tak spróbować raz jeszcze? Tylko po co? 

Dziś w nocy nad naszymi głowami przelatuje deszcz meteorów. Jak na złość nadciąga burza i zupełnie nic nie da się zaobserwować. Jak zwykle przyziemność zabija piękno. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 264



statystyka