|
Jestem miłym facetem ale czasem bywam rozkapryszoną kurwą... Czyli Gej Polski w natarciu
czwartek, 26 stycznia 2012
Blue satin sashes...
Chyba wreszcie nadeszła zima. Najwyższa pora, chociaż z astronomicznego punktu widzenia jest jej dopiero miesiąc raptem, a jeszcze dwa przed nami. Wczoraj zrobiłem rzecz raczej dla siebie nie słychaną - spotkałem się z kimś poznanym na portalu "randkowym". Co prawda spotkanie było czysto towarzyskie, bo w ogóle nie jesteśmy w swoich typach. Ale fakt, że mieszkamy blok w blok i nigdy się nie widzieliśmy przeważył. Wygrała ciekawość. I o dziwo było fajnie, sympatycznie, nie nudziliśmy się. Poszliśmy na piwo do pobliskiej knajpy, pogadaliśmy, potem poszliśmy na spacer po osiedlu. I było tak strasznie normalnie. Chyba takiej normalności właśnie mi brakuje na co dzień. Fajnie było pogadać z kimś o pierdołach bez podtekstów, bez jakichś podpuszczań. Myślę sobie, że muszę częściej umawiać się z ludźmi nie w moim typie. Z tego mogą zrodzić się fajne znajomości... Dziś wpada Daro. Nie widzieliśmy się na dobrą sprawę od moich urodzin, co uważam jest wielkim błędem. Pomoże mi przynajmniej z kompem, bo sam do Manufaktury go nie dotaszczę, a mija ostatni dzień gwarancji. Aż wstyd się przyznać, że minęło już tyle czasu odkąd się zepsuł. JW na rozjazdach, Wrocław z dnia na dzień stał się odleglejszy o lata świetlne... Mam nadzieję, że chociaż Mati zagości na dłużej trochę w moim świecie i nie zniknie jak bańka mydlana. To jeden z tych dziwnych ludzi, dla których chciałoby się być kimś więcej, a mimo wszystko coś mówi ci, że nic z tego nie będzie. Może czekam na coś co się nigdy nie stanie? Kto wie. Ale warto, co mi tam. W końcu nie mam nic do stracenia. Odpalę nowy odcinek Skinsów, zawinę się w kołdrę i skłamię, że świat będzie jutro trochę lepszy.
sobota, 21 stycznia 2012
Global Cyber War I
Nie mogłem napisać dziś o niczym innym. Anonymous co parę minut blokuje kolejną stronę (padła już strona Sejmu, Premiera, Prezydenta, GUSu, Ministerstwa Kultury i Nauki). I tak dzieje się właśnie teraz na całym świecie. Anonymous oficjalnie ogłosili wybuch pierwszej światowej cyberwojny. Czemu? Chodzi o 2 niezwykle kontrowersyjne projekty ustaw - amerykański pakiet SOPA i PIPA, oraz o międzynarodową - ACTA. Ta druga już 26 stycznia ma zostać podpisana przez przedstawicieli polskiego rządu. Czemu dopiero teraz o tym się mówi? Ano, bo był to projekt dyskutowany w zaciszu gabinetów, bez jakichkolwiek konsultacji społecznych. O co chodzi? Po krótce wygląda to tak (patrząc z perspektywy internetu) - po przyjęciu ACTA każdy kto wysyła nielegalny plik przez internet (ściąga lub wysyła), może zostać ukarany. I niby wszystko jest ok. Diabeł tkwi w szczegółach. Po pierwsze lokalni dostawcy internetu będą mieli OBOWIĄZEK sprawdzić KAŻDY plik przychodzący i wychodzący z naszego komputera przez internet. Nie ważne czy wysyłacie zdjęcia rodzinne, czy pobieracie piosenkę nagraną przez Waszego znajomego. Co więcej - jeśli będzie miał wątpliwości co do legalności owego pliku MA OBOWIĄZEK Was upomnieć, a jeśli zdarzy się to parę razy MA OBOWIĄZEK odciąć Was od sieci i zgłosić sprawę organom ścigania, które MOGĄ Was oskarżyć o piractwo BEZ WYROKU SĄDU. Dodatkowo MOGĄ skontaktować się z podmiotem POSIADAJĄCYM PRAWA AUTORSKIE (i tu uwaga - NIE autorów, bo obecnie to dwie róże rzeczy), a ten MOŻE podać sprawę do sądu i dodatkowo pociągnąć Was do odpowiedzialności finansowej. Niestety ACTA nie określa jasno czym jest własność intelektualna. Może być to cytat z książki, filmu, kawałek piosenki, podkład muzyczny W WASZYM OSOBIŚCIE NAGRANYM FILMIE, albo logo znanej marki gdzieś w tle WASZEGO WŁASNEGO ZDJĘCIA. A piosenki, książki, filmy itd. to tylko wierzchołek góry lodowej. Własność intelektualna to również wszystkie patenty, choćby na nowe leki, na które teraz posiadacz patentu będzie miał nieograniczony monopol, a co za tym idzie będzie mógł np. windować ceny, odcinając od leku ludzi, których na niego nie stać. Dzięki ACTA, SOPA i PIPA strony takie jak Wikipedia, Youtube, Chomik, Wrzuta, wiele blogów, w których autorzy prezentują muzykę, filmy itp. stracą rację bytu, bo w obawie przed wielomilionowymi pozwami, po prostu będą zmuszone się zamknąć. Radzę wszystkim wyszukać odpowiednie strony na facebooku i poczytać dokładnie. To co nam grozi, to już nie żarty. Trzeba działać, bo inaczej zamkną nam usta na dobre. 24 stycznie pod budynkiem polskiego oddziału Parlamentu Europejskiego odbędzie się wielka manifestacja przeciwko ACTA. Wszystkich gorąco zapraszam.
środa, 18 stycznia 2012
Show me today...
No i nie wiem. Życie swoim torem, oczekiwania swoim. Jest dziwnie w zawieszeniu, w oczekiwaniu. Na coś, kogoś. To nie znaczy, że nic się nie dzieje. WIELKIE SPRAWY czekają, za to milion małych rozwija się ze zdwojonym tempem. Większość nich dzieje się we mnie, w środku. Moja głowa bez przerwy pracuje, układa scenariusze, plany, analizuje potencjalnie możliwe przeszkody... Może i niepotrzebnie, może za dużo analizuję. Czasem jednak być lepiej przygotowanym na każdą ewentualność. Przezorność przynosi efekty. Zima zagościła nad miastem na dobre. Dziś wybrałem się na spacer i oglądałem dawno nie widzianą śnieżną scenerię. Biel i cisza, która uspokaja. Chyba tęsknię za górami - czystym powietrzem, zapachem lasu iglastego, widokiem nieskończonych grani, dolin i przełęczy. Brakuje mi kolejek przed wyciągami, machania nogą kilka metrów nad ziemią z krzesełka, picia gorącej czekolady w kawiarni na górze w tłumie innych, wesołych ludzi, wystawiania morny na słońce żeby się choć trochę opaliła. I za nie kończącymi się trasami pełnymi ludzi. Tęsknię za Nassfeld, za spacerami nad zamarznięty wodospad, za cukiernią z chyba wszystkimi gatunkami czekolady... Tęsknię do świata, który jest daleko, a zapominam o tym, który jest tu i teraz. Wiem czego potrzebuję. Wiem kogo potrzebuję. I to wszystko tylko czeka żeby ruszyć z miejsca. I musi ruszyć, bo jeśli teraz się nie zmieni, to już nigdy...
piątek, 13 stycznia 2012
Skórka z pomarańczy kandyzowana...
Wspólny weekend jednak nie wypalił. Nie wiem skąd w moim tonie element rozczarowania, bo powinienem się tego spodziewać, że jeśli coś idzie za dobrze, to na pewno nie wyjdzie. Ale przecież to nie pierwszy i nie ostatni weekend w tym roku... Dziś szalała tu burza z piorunami. Nie, nie - nie metaforyczna. Taka prawdziwa burza z przytupem. Gapiłem się w okno jak zacina deszcz, jak strzelają pioruny, jak szyby drgają od huku. Zastanawia się czy jestem na to gotów. Na danie sobie szansy. Na nowy start. Czy gotów jestem na kolejną burzę w życiu. Zbliżam się do tego momentu, że albo teraz, albo nigdy. To chyba wszystko przez to moje analizowanie. Przez rozkładanie na czynniki pierwsze każdej, nawet najmniejszej sprawy i doszukiwanie się dziury w całym. Czasem mam wrażenie, że im bardziej ją chcę znaleźć, tym się robi większa i tym łatwiej ją znajduję, a potem po prostu wycofuję się i... rezygnuję ze wszystkiego. Boję się swoich reakcji. Są chwile kiedy nie panuję nad emocjami, kiedy wyrywają mi się spod kontroli, przejmują nade mną władzę, a wtedy dzieje się co chce. Dopiero kiedy ochłonę, widzę jakiego narobiłem bałaganu. Boję się tego, bo przez to wszystkich dookoła ranię, przez to tracę znajomych. I z jednej strony strasznie mi przykro, że tak się dzieje, a z drugiej... Nie potrafię z tym walczyć tak skutecznie jakbym chciał. Leczenie BPD jest długie i nie zawsze przynosi efekty. Zwłaszcza kiedy trzeba je przerwać, bo w końcu ono też kosztuje i nie jest na razie priorytetowe na liście wydatków. I nie wiem. Po prostu nie wiem czy jest sens w ogóle zaczynać cokolwiek od nowa jeśli się z tym nie uporam. Ciągle będę wlókł ten ogon za sobą. Może zmienić się otoczenie, mogą się zmienić ludzie, ale dopóki ja się nie zmienię, nie będzie lepiej. A zmienić się chcę, bo mam już dość tego siebie, którego widzę w lustrze. Z dnia na dzień coraz bardziej złośliwy, sarkastyczny, żałosny. Taki Gregory House zamknięty w niedźwiedziej skórze. I o ile kiedyś mi się to podobało, o tyle teraz ciąży mi to jak kamień. Potrzebuję zmian na lepsze...
wtorek, 10 stycznia 2012
Uninvited....
Dziś jest jeden z tych dni kiedy czuję się całkowicie nieobecny. I nie dlatego, że się chowam, ale dlatego, że wszyscy zdają się mnie nie zauważać. Jakbym był ze szkła - widzisz przez nie świetnie, ale jego samego nie zauważasz... Mam wrażenie, że mógłbym zniknąć, a nikt nawet by tego nie zanotował. Ciągle słyszę 'wyjdź do ludzi, wyjdź do ludzi'. Do jakich ludzi? Do tych, którzy ciągle mnie ignorują? Do tych, dla których wielkim problemem jest spotkanie się z kimś na piwo tu, za to nie mają problemu żeby jechać i bawić się w innym mieście? A może z tymi, którzy nawet nie dają znaku życia, że przyjechali do miasta i organizują jakieś wyjście? Mam powoli dość uczucia, że wszystkich dookoła zmuszam do kontaktu ze sobą. Zdecydowanie bardziej wole kiedy ktoś ma jaja i potrafi wprost powiedzieć, że nie ma na to ochoty. A tak męczę się ja, męczy się on i... nic z tego nie wychodzi. Tak, dziś jest jeden z tych dni kiedy chciałbym usiąść z kieliszkiem wina, owinąć się w koc, puścić cicho 'Long day is over' Norah Jones i przy świetle kilku świec wpatrywać się w tą zimowo-wiosenno-jesienną zawieruchę za oknem. Dziś jest jeden z tych dni kiedy chciałbym poczuć, że dla paru osób naprawdę jestem kimś może nie tyle ważnym, co... obecnym w ich życiu na tyle, że są w stanie mi poświęcić parę minut żeby zapytać co słychać, czy wszystko u mnie ok, czy może mam ochotę wyjść na spacer, a może wpadłbym na trochę wina/piwa/wódki i miło spędził czas. Niestety, chyba za wiele oczekuję od ludzi... Na szczęście stosunki z JW powoli, powoli się ocieplają. Dziś wysłał mi sms z pozdrowieniami i zrobiło mi się w serduchu cieplej, że nie zapomniał i gdzieś tam w całym tym szaleństwie czasem pomyśli i o mnie. Mam nadzieje, że wrócą cali, nie połamani i zdrowi, i jak najprędzej się spotkamy. Dziś jest jeden z tych dni, kiedy jego właśnie brakuje mi obok najbardziej. |
Ostatnie wpisy
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||